Znienawidzony band rodziców
The Rolling Stones szaleli na scenie. Ich rozrastającą się popularność podsyciło pojawienie się pierwszych oryginalnych utworów Micka Jaggera i Keitha Richardsa. Zarzucano im kopiowanie pomysłu, jaki wykorzystali już wcześniej Beatlesi - Lennon-McCartney. Pojawiło się wiele haseł związanych z tym zespołem, rodzice bali się o swoje dzieci, ale sami lubili ich słuchać. Tymczasem z grupy odszedł Steward. Menadżer zwolnił go, ponieważ jego poczciwy i grzeczny wygląd nie nadawał się do szalonego wizerunku grupy. Wiązała się z nim także afera, która rozwiązała się głośno po latach, a dotyczyła jego żony i dziecka. Styczeń 1965 roku upłynął pod znakiem następnego longplaya. Utwory "Everebody needs somebody to love" oraz "Time is on my side" zawładnęły gustami słuchaczy niemal w całych Stanach Zjednoczonych i Europie. Zaraz potem na listy przebojów wdarł się "The last time", a po tym sukcesie Stonesi postanowili wybrać się po raz drugi do kraju, który raz ich odrzucił, a teraz kochał - USA. Tym razem sukces oszołomił nie tylko ze względu na zyski, jakie z tego mieli, ale także pod względem artystycznym była to wiekopomna trasa. Główna zasługa w tym wszystkim należała się Oldhamowi. Ich muzyka stała się hymnem każdego nastolatka wkraczającego w dorosły wiek. Był to największy i najczęściej ich grany utwór, nawet do teraz - "(I can't get no) Satisfaction"