Przyjaciele The Beatles
The Rolling Stones przyjechali do Ameryki, kraju sukcesu. Od pucybuta do milionera i tak dalej. W tym czasie rynkiem muzycznym zarządzali The Beatles i ich słodkie piosenki o grzecznej miłości. To była odskocznia od tego miodu. Beatlesi śpiewali o grzecznej miłości, Stonesi o tym, że chcą mieć mnóstwo kochanek. Beatlesi mówili o trzymaniu się za ręce, Stonesi - o marszu do łóżka na pierwszej randce. Jednak to przyszło z czasem - pierwsze tournee było niewypalonym pomysłem. Mimo to jednak została zauważona, a w rodzinnym kraju zdobyła jeszcze większą znajomość. Wrócili na Wyspy, zaczęli jeździć po Europie, którą powoli ogarniała mania na graną przez nich muzykę. Dość szybko zyskali miano najdzikszej grupy pod słońcem. Jagger kompletnie porzucił resztki swoich dobrych manier z prowincji i zaczął szokować Anglię seksualnymi kontekstami, ekscentrycznym zachowaniem oraz niesamowitą ekspresją sceniczną. Ludziom powoli nudzili się Beatlesi - chcieli poszaleć, pokrzyczeć. Młody menadżer Andrew Loog Oldhama przejął pieczę na Stonesami i wtedy dopiero się rozpętało - cały rozwrzeszczony image zespołu i ich niegrzeczne maniery podsycał na wszystkie możliwe sposoby. Wymyślał chwytliwe wypowiedzi oraz reżyserował kilka skandali. Jednak The Rolling Stones nie kłócili się z Beatlesami, a byli dobrymi kolegami po fachu.